Góra z górą – nie. A rejak z rejakiem – i owszem.

Tak się złożyło, że nie tak dawno tuż przed wakacjami organizowałem dzielnicowy bieg. I kogo widzę wśród tłumu? Marcina, Marcina z klasy, z liceum, z Reja!. A Marcin nie jest z mojej dzielnicy, więc zaskoczenie pełne. Nie widzieliśmy się od lat. Witamy się, bratamy, rozmawiamy. – Skąd się tu wziąłeś. – A tak, jakoś, wygrzebałem w necie, pomyślałem że przyjadę. Rejacy się przyciągają – innego wytłumaczenia nie ma!
Olek matura,93

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *